Konin - Jezioro Turkusowe

Po drodze, czyli jak znalazłam Jezioro Turkusowe

wpis w: BLOG, Podróże, Z dronem | 0

 

Co można robić jesienią? Sporo osób zadaje sobie to pytanie kiedy dzień staje się coraz krótszy i dopada nas jesienna deprecha.

Ja przez wiele lat nie lubiłam jesieni. Wszystko zmieniło się kiedy kilka lat temu zaczęłam jeździć na jesienne wakacje. Byliśmy wtedy studentami, kasy nie mieliśmy w nadmiarze, za to było zawsze trochę czasu we wrześniu (raz więcej, raz mniej ze względu na poprawki… ale zawsze przynajmniej tydzień). Wtedy odkryłam, że ceny poza sezonem są przystępne, nie ma tłumów, a wybór miejsc na nocleg jest dużo większy i dostępny niemal od ręki – to dla mnie ważne, bo chociaż planuję każdy wyjazd to zwykle robię to na ostatnią chwilę. Na podstawie swoich doświadczeń mogę Wam też powiedzieć, że zazwyczaj druga połowa września jest piękna, ciepła i pogodna.

Wrześniowe wakacje sprawiły, że polubiłam jesień! Po studiach nadal pielęgnuję tradycję a nawet staram się ją rozszerzać o kolejne, krótsze wypady. Doszłam do wniosku, że jesienią można robić dużo fajnych rzeczy! Szczególnie polecam ruszyć się z domu. W Polsce mamy tyle pięknych miejsc, na pewno jeszcze nie wszystko widzieliście! Poza tym wiele wydarzeń i koncertów organizowanych jest właśnie jesienią. Warto wyskoczyć choćby na kilka dni czy weekend.

My na przykład w październiku wybraliśmy się na targi Poznań Game Arena.

 

Jak przed każdym wyjazdem najpierw postanowiłam zerknąć na mapę – co ciekawego jest w okolicy, albo po drodze. W samym Poznaniu już kilka razy byłam, co oczywiście nie oznacza, że wszystko widziałam, ale postanowiłam lepiej przygotować podróż i przejrzeć co jeszcze ciekawego możemy mijać po drodze. I tak jeżdżąc myszą po mapie zobaczyłam coś, co przykuło moją uwagę na dłużej. Wygląda to tak:

 

 

Przyznacie, że przyciąga wzrok!

Zaczęłam szukać informacji na temat tego miejsca i okazało się, że jest to Jezioro Turkusowe koło Konina, które powstało w miejscu dawnej kopalni odkrywkowej węgla brunatnego. Swój kolor zawdzięcza odpadom paleniskowym transportowanym w to miejsce z pobliskiej elektrowni. Popiół zmieszany z wodą daje ten niesamowity kolor, ale też wyklucza wszelkie kąpiele.

To jezioro jest, mówiąc wprost, składowiskiem odpadów, niezwykle malowniczym, ale kompletnie martwym. Zakaz wstępu nie pozwala zbliżyć się do brzegów, ale od czego mamy naszego latającego pomocnika, zwanego przez nas pieszczotliwie Dronosławem…

 

 

Mimo, że dzień był pochmurny kolor wody i tak był, jak widzicie, niesamowity!

Musimy się tam wybrać jeszcze kiedyś, w jakiejś ładniejszej aurze. A jeśli mieszkacie gdzieś blisko lub będziecie przejeżdżać w okolicach Konina to bez względu na porę roku i pogodę, polecam Wam to miejsce. Od strony stacji PKP Konin Maliniec można podejść na tyle blisko, by ze skarpy, nawet nie łamiąc zakazu wstępu, zobaczyć niemal w całej okazałości jezioro – a widok jest niesamowity.

Jeśli znacie jeszcze jakieś malownicze miejsca w okolicy Konina dajcie znać w komentarzach! Może wspólnie stworzymy mapę miejsc mniej znanych lub niedocenianych 😉